Strona główna Kultura we Wrocławiu Konrad Możdżeń „Chodź ze mną” – wywiad z autorem

Konrad Możdżeń „Chodź ze mną” – wywiad z autorem

0
0
414

Powieść „Chodź ze mną” pozytywnie namieszała w świecie literatury grozy. Przedsprzedaż powieści wypadła znakomicie, a później pozostało już tylko czekać… I tak młody pisarz – Konrad Możdżeń, od września tego roku cieszy się debiutem literackim. Swój talent do zabierania czytelników w inny świat, zawsze umieszczony w jego rodowitym mieście – Wrocław, pokazał już w kilku wcześniejszych,  krótszych powieściach. Autor jako miłośnik dolnośląska dokłada wszelkich starań by w swoich tekstach ukazać piękno architektury, przekazać ciekawą kulturę jak i bogatą historię. Wydawcą powieści jest wydawnictwo VESPER. Wrocławianin w wywiadzie zdradza osobiste odczucia towarzyszące mu z „Chodź ze mną”, jak i dalsze plany współpracy z wydawnictwem.

Co było Pana natchnieniem do napisania powieści „ Chodź ze mną”? Kiedy i w jakiś sposób powstała powieść?

Wiem, że może zabrzmi to dziwnie, ale ta książka mnie zaskoczyła. Już tłumaczę i objaśniam. „Chodź ze mną” jest pierwszą książką, która została przeze mnie wydana, ale nie pierwszą, która została przeze mnie napisana. Mniej więcej dwa lata temu stworzyłem zbiór opowiadań grozy. To właśnie nim chciałem zadebiutować. Kiedy udało mi się nawiązać współpracę z Wydawnictwem Vesper, dowiedziałem się, że mimo wszystko lepiej wejść w świat literatury z powieścią a nie opowiadaniami. I tak właśnie okazało się, że trzeba napisać powieść. Było to dla mnie duże wyzwanie, ponieważ wcześniej nie miałem okazji podjąć się prac nad tak rozległą formą. Całe szczęście, udało się i wydaje mi się, że nawet całkiem nieźle.

Pomysł na fabułę powstał w wyniku połączenia dwóch podstawowych elementów: Miejsca i  pewnego historycznego wydarzenia. Ostatnio usłyszałem, że to bardzo nietypowe, aby pracę nad książką zaczynać od lokalizacji. Ja wiem, czy to takie dziwne? Nowa Giełda przy ulicy Krupniczej we Wrocławiu jest miejscem o potężnym potencjale, jeśli chodzi o tworzenie opowieści z dreszczykiem. Miejsce to dobrze znam, więc postanowiłem je wykorzystać. Wydarzenie historyczne, którego echa rozbrzmiewają w roku 2015, pojawiło się w moim umyśle jakby przypadkiem. Któregoś wieczora przypomniałem sobie o pewnej postaci, która dokonywała niegdyś potwornych zbrodni na terenie przedwojennego Wrocławia oraz w jego okolicach. Nie zdradzę teraz personaliów tej postaci, ponieważ mogłoby to nieco zepsuć przyjemność z czytania. Mając więc wydarzenie kluczowe oraz miejsce, wymyśliłem bohaterów i, jak to się mówi, poszło.

Powieść tę napisałem we Wrocławiu, a prace nad samym tekstem trwały około 4-5 miesięcy. W międzyczasie pracowałem jako barman i koncertowałem z zespołem Bethel, więc musiałem ze swojego terminarza wyszarpywać każdą wolną minutę. Najważniejsze, że się udało.

Co najbardziej zmienił w Pana życiu debiut z „ Chodź ze mną”?

Wydaje mi się, że jeszcze trochę za wcześnie, abym mógł odpowiedzieć na to pytanie. Przede wszystkim było mi dane poznać świat literatury od wewnątrz. Dowiedziałem się, jak wygląda mechanizm wydawniczy i cała związana z tym procedura. Sam proces pracy nad książką nauczył mnie również bardzo dużo. Jak już wspomniałem, była to moja pierwsza powieść, więc pisząc ją, jednocześnie uczyłem się i nabierałem wprawy. Dzięki temu, czuje się już pewniej i podejście do pisania kolejnej powieści, która już „się tworzy” było dla mnie łatwiejsze. Istotny jest dla mnie również fakt, że z Wydawnictwem Vesper nie podpisałem umowy na jedną tylko książkę, tylko na kilka. Mam zatem przed sobą perspektywę paru lat, które upłyną mi na pisaniu. Świadomość tego jest bardzo motywująca ale i dyscyplinująca. Czeka mnie okres wielu wyrzeczeń i wytężonej pracy.

Pana powieść wydało wydawnictwo Vesper, czy jest coś co mógłby Pan doradzić początkującym pisarzom przy wydaniu swojej twórczości? Czym kierować się przy wyborze wydawnictwa oraz jak radzić sobie z ewentualnym odrzuceniem współpracy?

Nie chciałbym nikomu, niczego doradzać. Sam jestem dopiero na początku mojej pisarskiej drogi, więc zamiast radzić wolę po prostu podzielić się swoimi doświadczeniami i podjętymi decyzjami, których szczęśliwym finałem było podjęcie współpracy z Wydawnictwem.

Pisanie musi sprawiać frajdę. To jest najważniejsze. Nie wyobrażam sobie siadania do klawiatury z przeświadczeniem, że robię to, bo muszę. Kiedy zamykam się w pokoju z kubkiem kawy albo herbaty wchodzę do innego świata. Odrywam się od otaczającej mnie rzeczywistości i zanurzam w uniwersum mojej powieści albo opowiadania. Bawię się tym. Czasem nawet daję się zaskoczyć moim bohaterom. Nie trzymam ich krótko na fabularnej smyczy.

Polecam bycie otwartym na krytykę i nie poddawanie się. Szukając wydawnictwa skupiłem się na zrobieniu listy tych wydawnictw, które zajmują się poruszaną przeze mnie tematyką czyli horror/thriller ewentualnie kryminał. Elegancko zredagowany tekst i wszystko to, czego wydawnictwo sobie życzy trzeba wysłać i uzbroić się w cierpliwość. Lepiej przygotować sobie całe jej pokłady, ponieważ odpowiedzi spływają bardzo powoli, o ile w ogóle. Pragnę w tym momencie przypomnieć, że cały czas mowa tu o mnie, czyli o człowieku „znikąd”, o autorze bez dorobku, zaczynającym od zera. Jedyną próbką moich literackich poczynań był wówczas blog Listy z Miasta Wiatraków, na którym publikowałem krótkie formy.

Potem pozostaje już tylko cierpliwie czekać. Jeśli się nie uda za pierwszym razem, to trzeba spróbować kolejny raz. Może tekst nie jest odpowiednio dopracowany? Może warto wprowadzić jakieś poprawki? Warto dopracować wszystkie szczegóły. Pośpiech na pewno nie jest w tym przypadku dobrym doradcą. Ba, jest fatalnym doradcą.

Pisząc stosuje się Pan do określonego wcześniej planu działania czy raczej daje się Pan ponieść natchnieniu?

Jestem człowiekiem uzależnionym od planowania i od kalendarza. Ponadto uwielbiam pisać ręcznie. Po prostu sprawia mi to przyjemność. Wynikiem tego są piętrzące się na moim biurku stosy kartek z notatkami, zapisami, pomysłami itp. Niezależnie czy siadam do pisania opowiadania, czy powieści, plan musi być. Bez tego nie jestem w stanie nawet zacząć. Bardzo ważne jest dla mnie również to, żeby wiedzieć dokładnie, od czego mam rozpocząć pracę. Plany jednak nie są dla mnie bezwzględnymi i nie podlegającymi przemianom torami, którymi będę się kierował podczas prac. Często pytany o tę kwestię odpowiadam:

„tak, jak najbardziej. Robię plany. Robię bardzo dużo planów, ale robię je tylko po to, żeby się ich nie trzymać”.

Jak już wspomniałem, lubię kiedy bohaterowie mnie zaskakują. Podobnie jest z wydarzeniami. Plan leży sobie obok mnie stanowiąc swego rodzaju koło ratunkowe. On jednak należy do tego świata, który opuszczam. W uniwersum, które stwarzam podczas pisania, jestem wolny i niczym nie skrępowany. Kiedy wracam z tej wyprawy, zaglądam do notatek i sprawdzam, na ile tym razem „odjechałem”. Wówczas je poprawiam, przepisuję i przygotowuję się do kolejnego pisarskiego posiedzenia.

Zamierza Pan powierzyć całe swoje życie pisaniu? Czy jest coś jeszcze czemu poświęca Pan również dużo czasu?

Od ponad trzynastu lat jestem członkiem zespołu Bethel. Zagraliśmy już grubo ponad 600 koncertów. Niestety obecnie, z wiadomych względów, wszystkie nasze koncerty zostały odwołane. Mam szczerą nadzieję, że niebawem wszystko wróci do normy. Jeśli chodzi o pisanie, to wiem na pewno, że będzie mi ono w przyszłości towarzyszyło na pewno. Nie wyobrażam sobie, abym miał tę aktywność zarzucić w przeciągu najbliższych lat. Sam proces tworzenia jest uzależniający. Trudno się uwolnić od rozkoszy, którą daje stwarzanie nowych światów. To jest piękne. Oczywiście moim ogromnym marzeniem jest to, abym mógł z tego żyć. Czy będzie mi to dane? Nie wiem. Robię wszystko, aby się to udało.

Większość autorów po napisaniu nigdy nie czyta swojego autorstwa. Jak jest w Pana przypadku, czyta Pan swoje powieści „od deski do deski”?

Coś w tym jest. Rzeczywiście, w momencie kiedy kończą się już prace nad książką ( mam tu na myśli również redakcję i korektę) autor ma tekstu najzwyczajniej w świecie dość. Wspomniane powyżej zabiegi wymagają wielokrotnej lektury tekstu w poszukiwaniu błędów lub w celu dopracowani lub zmiany wymagających tego fragmentów. To proces bardzo nużący i frustrujący, ale niezbędny. Od premiery, czyli od 30 września, otworzyłem swoją książkę tylko kilka razy. Za każdym razem czyniłem to, aby zweryfikować doniesienia o ewentualnych niedopatrzeniach, czy pomyłkach. Moim przekleństwem jest fatalna pamięć, dlatego sądzę, że za jakiś czas będę po prostu zmuszony do chociażby pobieżnego przewertowania „Chodź ze mną”. Trochę głupio nie pamiętać, co się napisało.

W naturze mamy faworyzowanie lub wstręt do postaci, w zależności od własnych upodobań. Czuje Pan niechęć, do którejś z „Chodź ze mną”?

Ciekawe pytanie. To prawda. Postacie powinny mieć bardzo określone rysy charakterologiczne. Albo się kogoś lubi albo nie. Fascynację negatywną na pewno wzbudza we mnie historyczna postać, o której wcześniej wspomniałem i która stanowi główny element wprowadzający fabułę w ruch. Jest to człowiek, który dopuszczał się czynów makabrycznych zasługujących na bezwzględne potępienie. Jednak sposób, w jaki to robił, jest niezwykle interesujący. Uważam zatem, że ta postać jest bardzo ciekawa. Czuję do niej niechęć jako do człowieka podłego i okrutnego, wzbudza natomiast we mnie zainteresowanie, jako potencjalna postać powieści, jednostka o bardzo bogatym potencjale, który stuprocentowo wpisuje się w szeroko rozumianą poetykę gatunku jakim jest horror. Poza tym muszę przyznać, że bardzo polubiłem Waldemara Hołotę – przyjaciela jednego z głównych bohaterów. Taki miły z niego gość. Prosty, spokojny… Porządny chłop 🙂

Akcja powieści toczy się we Wrocławiu w gmachu Nowej Giełdy przy ulicy Krupniczej – restauracja Goldenes Kalb / Golden Calf. Ma Pan jakiś osobisty sentyment do tego miejsca?

Ależ oczywiście. To właśnie przez wzgląd na osobiste doświadczenia, postanowiłem wybrać ten budynek jako lokalizację najważniejszych scen mojej powieści. Jeszcze do niedawna w tym pięknym gmachu mieściła się restauracja Stara Piwnica. Szef tego miejsca, był jednocześnie właścicielem lokalu, w którym przez ponad pięć lat pracowałem jako barman. Niestety ze względu na zły stan budynku, restaurację tę trzeba było zamknąć. Sam bywałem nieraz w tych podziemiach i zdążyłem się nimi zachwycić. Ceglane stropy i ściany, kolumny, kręte korytarze i zakamarki są wspaniałą scenerią nadającą się idealnie do umieszczenia ich w powieści grozy. Kiedy tylko schodziłem w dół szerokimi schodami i otwierałem drzwi prowadzące do wnętrza lokalu, czułem, że moja wyobraźnia zaczyna działać na podwyższonych obrotach. To było coś wspaniałego. Czasem miałem wrażenie, że rzeczywiście wydarzyło się tam coś strasznego. Coś, co nasyciło te stare mury budzącą niepokój aurą. Ciekaw jestem, ile tajemnic skrywają przed nami te mroczne podziemia.

Zdradzi Pan rąbka tajemnicy co do planów kolejnych wydań? Akcja również będzie rozgrywać się we Wrocławiu czy zabierze Pan swoich czytelników w inną podróż historii?

Z przyjemnością. Otóż najbliższe plany wydawnicze zakładają wydanie zbioru opowiadań, o którym pisałem wcześniej. Listy z Miasta Wiatraków (tytuł roboczy) ukażą się w odświeżonej i porządnie zredagowanej formie. Będą to opowiadania w stylu retro, a ich akcja rozgrywać się będzie w miejscowości Śmigiel, zwanej właśnie Miastem Wiatraków. Jest to miejscowość w Wielkopolsce, w której jako dziecko spędzałem bardzo dużo czasu. Tam kształtowała się moja wyobraźnia, tam miałem przyjemność przeżyć mnóstwo przygód i tam zawsze wracam wspomnieniami, kiedy przypominam sobie młodość. Śmigiel jest pięknym miastem o bogatej historii. W zbiorze tym zawarłem sporo wątków autobiograficznych, więc książkę te traktuję w pewnym sensie, jako mój napisany nie wprost pamiętnik.

W międzyczasie zacząłem także prace nad kolejną powieścią, której akcja rozgrywa się we Wrocławiu. Plan kolejnej też już jest gotowy. Tak zatem rysują się moje plany wydawnicze na najbliższy czas: opowiadania śmigielskie i dwie powieści wrocławskie. Pomysłów jest cała masa, zatem nie pozostaje mi nic innego, jak zagęścić ruchy i pisać, pisać, pisać…

Powieść “Chodź ze mną” już w księgarniach.

Ostatnia edycja 13 listopada 2020

Pokaż więcej podobnych wiadomości
Pokaż więcej w Kultura we Wrocławiu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

Przeczytaj również

IMPERATYW – potrzeba manifestacji indywidualnej strategii twórczej, oczami sześciu polskich artystów – WYSTAWA

Od 5 listopada wnętrza Galerii Miejskiej wypełnią się dziełami sześciorga polskich artystó…